Skoro się nie lubimy, a nic nas nie łaczy - ani rodzina, ani praca skoro nie jesteśmy na siebie skazani - to się wynoś, idź precz. Nie marnujmy czasu.
Kategorie: Wszystkie | Blox, tytuł i ja | Pikawa drży | Shitlisty
RSS
wtorek, 10 czerwca 2008
.

Prof. Michale fitzgerald dowodzi (odwołując sie do znanych postaci), że choroby psychiczne, a także bardziej subtelene funkcje mózgu są trampoliną do kariery politycznej, pisarskiej czy muzycznej.

Cholera.

Czyli do końca życia pozostanie mi pisanie jedynie bloga. Czyli musze wyrzucić na śmietnik jakieś grafomnańcze wypociny. Bo ja jestem całkiem normalna, nie jestem aspołeczna, nie mam syndromu Aspergera, komunikuje się ze społeczeństwem i dobrze się w nim czuję. nie słysze głosów, nie mam obsesji... Ech... :)

17:32, get_out
Link Komentarze (1) »
środa, 21 maja 2008
Kopa lat

Hm… zerknęłam na wpis sprzed roku – podobno było parno. Aż się Wierzyc nie chce…

Trochę mi się tęskni za słońcem i za spódnicą, za sandałami i truskawkami.

 

Tysiąc rzeczy się u mnie zmieniło od „zamknięcia” bloga. Dziewięć setek powodów do radości, jedna – do zmartwień.

 

Alleluja i do przodu ! J

12:23, get_out
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 sierpnia 2007
Chyba nie nadążam...
Wyjechac na 9 miesięcy i wierzyć w wierność, swoją i jego?
Śmieszne... gdy składałam aplikację w sprawie tego wyjazu, w lutym tego roku NIC nie trzymało mnie w Polsce. A teraz? Mam tysiąc powodów, dla których chciałabym zostać:
1. Luby 2. Luby 3. Luby :) 4.Przyjaciele (tak! mam przyjaciół!) 5. Kochani rodzice 6. Praca (... redaktor naczelny gazetki o znikomym nakładzie... ale dobrze się bawię :) 7. Studia... (może jednak skończyć ten 3 rok w Instytucie Straconych Nadziei?) 8. Nowe mieszkanie psiapsióły 9. Moje plany przeprowadzki 10. Latanie 11. Samochód - tam go nie będzie 12. Luby, luby, luby 13-20 Każdy mój przyjaciel z osobna: A., z którą mogę się prześmiac pół nocy; K., który nie ma skrupułów; B. od NLP; G. od babskich gadek, M. od intelektualnej stymulacji, M. os strasznych problemów z sama sobą, E. od samochodów, koncertów i wyżalania się, A. od street artu, T. od podróżniczych zdjęć, Z. od po prostu bycia...
To zadziwiające - wystarczyło się nieco otworzyć, czasem usmiechnąc do słońca i... i ludzie sami zaczęli się do mnie garnąć.
Kocham Was wszystkich :)

A teraz smutna wiadomość - jedyna osoba, od której chcę odpocząć, to Sio!stra... Gdyby nie wyjazd - to wyprowadzka.

A nie nadążam - bo nie mam nawet czasu, żeby tu zajrzeć.

Aha, no i jeszcze jedno... bardzo ważne dla mnie... mogę napisać, bo wiem, że Luby tego nie przeczyta. Zastanawiam się.
Bardzo poważnie się boję, czy Luby nie jest miłością mojego życia i jeśli nam nie wyjdzie - to już nikogo tak nie pokocham. A przynajmniej tak mi się wydaje. W każdym razie news jest jeden: postanowiliśmy o siebie powalczyć. Samo wyszło w sumie.:)

Myślę też, że miałam lepsze pióro i bardziej cięty język, gdy nie byłam tak zakochana... :) Ale co tam - warto!
18:43, get_out
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 lipca 2007
Telefon
Zostawiłam u przyjaciółki w samochodzie. "Przyjaciółki", cholera.

Przeczytała moje smsy. I opowiedziała o nich naszym wspólnym znajomym. Mogę policzyć na palcach jednej ręki, kto mnie nie potępił i kto jeszcze chce ze mną rozmawiać.

Tak, ja wiem, święta nie jestem, zasłużyłam na potępienie. Dlaczego? Bo byłam "tą drugą", bo byłam kochanką, bo odbiłam faceta mojej niegdyś najlepszej przyjaciółce, bo zaczęłam z nim się spotykać, gdy jeszcze byli razem.
Tak, wiem... Jestem świnią.
Zakochałam się. Na zabój. Nie potrafiłam Go odrzucić. Straciłam rozum dla mężczyzny.

Mogę się tłumaczyć, że ona też mi kiedyś kogoś odbiła, kgoś bardzo ważnego - mojego pierwszego chłopaka, z którym się kochałam. Że może to rewanż, że przecież zrobiłam teraz to, co ona mi kiedyś.

Ale to nie tak.

Dla tego jednego cholernego Lubego walczyłabym z każdą kobietą.

Jestem świnią i mam, na co zasłużyłam.

Tylko... on ciągle jest przy mnie a ja nadal uważam, że było warto. Kocham.
.........................................................................................................


00:13, get_out
Link Komentarze (5) »
sobota, 23 czerwca 2007
rozmawiamy...
Luby: Jesteś czystym szaleństwem (usmiecham się), chodzącą torpedą. Jesteś porabana, pokopana... (już cholernie cieszę od fali komplementów) Ty jesteś popierdolona po prostu.
Panna K.: Wiem :)
Luby: Dobrze, że wyjeżdzasz we wrzesniu.
Panna K. (wkurzona): Cooo?!
Luby: Gdybyś została dłużej, to byśmy się zabili w końcu. Taka para watiatów jak my wpadłaby w końcu na pomysł, żeby zjechać z mostu rozpędzonym samochodem i sprawdzić, czy się wydostaniemy ze środka jak na filmach czy utoniemy. Po co? Żeby się nie nudzić!

Panna K.: Jesteś jedynym facetem, który dotrzumuje mi tempa.
Luby: Wiem. I dorównuje w ilości szalonych pomysłów.
Panna K.: Nom... I głupich.

Luby: Chcę być z kimś takim jak ty.
Panna K: A ja z twoim klonem, skoro z tobą nie mogę.
Luby: Ale ja z tobą chcę być!
Panna K.: Przecież jesteś.
Luby: No fakt.

Luby: Obiecaj mi coś.
Panna K.: Tak?
Luby: Przyjdziesz na mój ślub i będziesz się ze mną kochać.
Panna K.: ?
Luby: A ja przyjdę na twój.
Panna K.: A to ten sam będzie?
Luby: Jeszcze nie wiem...
(cisza)
Panna K.: Śluby będą dwa.
Luby: Szkoda.
Panna K.: Taki lajf. No przecież ustaliliśmy.
(cisza)
Luby: Fakt.
Panna K.: Ale poczekamy do wesela, co? Czy tak w kościele?

15:46, get_out
Link Komentarze (2) »
środa, 20 czerwca 2007
wieści z frontu - walki o szczęście c.d.
No i kupiłam samochód.
:D
Więc teraz od trzech dni jeżdżę nim wszędzie - uważajcie, warszawscy kierowcy. I kazimierscy, bo do Kazimierza Dolnego też już zdążyłam dojechać...
Dziś strąbił mnie taksówkarz, bo uznałam, że fakt bycia babą za kierownicą i płomienny usmiech wystarczą, aby się wlączyć do ruchu, a on uznał, że sam fakt bycia złotówą wystarczy, aby nikogo w korku nie przepuścić.
Oczywiście żadne z nas nie miało racji ;)

Życie daje mi ostatnio strasznie dużo powodów do radości... cieszę się wszystkim, wydaje mi się, że bardzo dużo dostaję. A jednocześnie przeraża mnie to, że ciągle mi mało, że ciągle chcę więcej.  Ponoszą mnie emocje. Tak naprawdę to mam wyrzuty sumienia, czy oby na pewno wszystkich traktuję tak dobrze, jak na to zasługują... Przykład? Koleżanka opowiadała mi dziś jakieś dyrdymały o telefonie, który chce sobie kupić, a ja zamiast udać zainteresowanie gadżetem, powiedziałam jej w twarz, że mam w dupie komórki. Mój telefon dzwoni, wysyła smsy i budzi - i taka jestem zadowolona.
No i z jednej strony mam rację, naprawdę mało mnie obchodzi, czy telefon to 5802i czy wszystkomający tysionc pincet dwa dziewincet. Tylko czy nie mogłabym wyrazić tej opinii w bardziej kulturalny i nienaruszający dobrych stosunków sposób? Mam niewyparzony jęzor, a że było to podobno moją zaletą, to sobie pofolgowałam i... przesadzam.
MOCNE POSTANOWIENIE POPRAWY
Bo ja naprawdę lubiłam, kiedy mnie lubiono.

Mężczyźni? Staram się za bardzo nie martwić. Żyję w hedonistycznym związku bez szans na przetrwanie - za to mam tyle radości, tyle przyjemności. Może gdybym nie wyjeżdzała we wrześniu, to byśmy powalczyli... Ten wyjazd - spełnienie moich marzeń - kładzie się na nas cieniem.
Ostanio rozstał się z tą swoją tamtą-to-tamtą. Zostałam sama na placu boju, dumnie prężąc pierś. Zwycięstwo.
Pyrrusowe.
Bo i tak nie możemy być regularną parą na dwa miesiące. Tzn. jesteśmy, ale jesteśmy też w pełni świadomi tego, jak to krotkotrwałe - może dlatego tak nam smakuje?
O takich chwilach, o takich "związkach", o takich kobietach, mężczyznach i namiętnościach pisze się wiersze. Cieszmy się tym, co mamy.




22:26, get_out
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 czerwca 2007
rozjazdy
Ja w góry, on na Mazury. Zakochani obydwoje jesteśmy w wietrze, szkoda tylko, że mi potrzeba gór, a jemu jezior.
Inni znajomi do Torunia, do Poznania, gdzieś na zwiedzanie - tylko bardzo nieliczni zostali w zapleśniałej stolicy, bo się sesji boją.
Uwielbiam ten długoweekendowy szał, to popsolite ruszenie i nagłą miłość do natury pośród Polaków, choćby objawiała się tylko wieczornym grillowaniem.
Bo tak ma być. Po to pracujemy, żeby przyjemnie spędzić ten czas.
Ot i co :)
13:54, get_out
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 czerwca 2007
Dziś zamierzam być szczęśliwa
Sama dla siebie i sama z sobą.
Dziś zaczaruję świat wokół siebie i zachwycę się nim, dziś zapomnę o tym, że jestem zakochana.

Zrobię sobie spacer na Wisłą.
Nie, nie, nie.
Spacer nad Wisłą to miła sprawa, ale nie tego mi trzeba dziś. Dziś potrzebuję jakiegoś hard core'u, dziś muszę się wyżyć, coś skopać albo komuś przywalić. Adrenalino - wzywam cię!

11:02, get_out
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 czerwca 2007
Najgorsze są momenty rozstania
Za każdym razem czuję się, jakby odchodził na zawsze, jakby miał już nie wrócić. Najgorsze jest samo rozstawanie się - wiem, że całując mnie przeprasza, że za pół godziny weźmie za rękę inną. Że teraz tak moco przytula, bo chce nasycić się ostatnim momentem spokoju.
Wiem, że wróci - nieskromnie powiem, że niewielu rzeczy jestem tak pewna jak jego powrotu. Wiem, że chciałby zostać ze mnądłużej.
Ale on wychodzi - zawsze coś musi zrobić. A to trzeba Kasieńkę zaprowadzić do psychologa, a to zrobić jej obiad (bo sama nie da rady), a to wstawić szybę, którą Kasieńka wytłukła w napadzie szału.

Oto cała prawda o moim Lubym: Luby ma Inną.  Luby jest oficjalnie ciągle jest z Inną. A ja jestem "tą drugą"; tą, co nie ma wyrzutów sumienia, bo się po prostu zakochała. Wiem, że ze mną byłby szczęśliwszy niż z niezrównoważoną Kasieńką. Tak, Kasieńka jest niezrównoważona i to nie jest sezonowa depresja ani chwilowy napad agresji - Kasieńka chodzi na regularne sesje do psychiatry. A jak nie siedzi u psychiatry, to rujnuje życie mojemu Lubemu, którego szantażuje emocjonalnie tak, że on boi się ją zostawić. I kółko się zamyka: on zgadza się być przez nią poniżany, ja zgadzam się być "tą drugą" - to się chyba mówi... "kochanką''- nikt nie ma tego, co chciałby mieć.
Jest mi z tym bardzo źle, tym bardziej, że na razie karmię się naiwnością, że on ją w końcu zostawi. Ale chyba dociera do mnie, że "nie mogę" znaczy "nie chcę".

Tylko czemu, u diabła, musiałam się tak w nim zadurzć?


Dowiedziałam się wszystkiego o składce, łamamiu i druku. W piątek ma wyjść z drukarni kolejny numer pierwszej gazety, której jestem Redaktorem Naczelnym. Nakład (uwaga, uwaga, proszę powstrzymać śmiech): 200 egz.
Ale kiedyś zostanę Naczelnym czegoś o nakładzie 200 000 egz. Zobaczycie.
Panna K. jeszcze wszystkim pokaże :)

Idę się wypłakać w łokieć przyjaciółce z tego, jaka jestem niekochana...

20:12, get_out
Link Komentarze (5) »
piątek, 25 maja 2007
Parno
Prawda to znana jak świat - ludzie się nie myją i nie używają antyperspirantów. Dopóki jednak siedzą sobie i pośmiardują w swoich domach - to ich wybór. Ale, na litość boską, jeśli zamierzają wsiadać do zatłoczonego autobusu przy takiej temperaturze jak dziś, to ja mówię zdecydowane NIE. Ja nie żądam, żeby wszyscy kąpali się w Channel, ja tylko proszę o odrobinę przyzwoitości w miejscach publicznych.
Ja też się pocę. Staram się być wyrozumiała. Ale naprawdę ten smród można zredukować.

Idę na obiad. Luby gotuje :) Czemu ja się zawsze durzę w niewłaściwych osobach?
18:05, get_out
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Fot. Nenad Marjanović ThinkExist Dynamic daily quotation